Czy użytkownicy EV są lojalni wobec jednej sieci ładowania? Rynek właśnie zaczyna odpowiadać brutalnie szczerze…
Jeszcze kilka lat temu wszystko było dużo prostsze.
Kierowca Tesli ładował Teslę.
Kierowca z kartą GreenWay, jeździł od stacji do stacji z zielonym logo.
IONITY było „premium”, Orlen dopiero się rozpędzał, a wielu użytkowników EV, miało w telefonie jedną aplikację i święty spokój.
Dziś? Dziś ten świat praktycznie przestał istnieć.
I chyba właśnie teraz elektromobilność wchodzi w etap, którego branża trochę się bała. Etap, w którym użytkownik przestaje być „fanem sieci”, a zaczyna zachowywać się jak normalny klient.
Czyli brutalnie pragmatycznie i bez emocji
Bo kiedy bateria ma 11%, pada deszcz, dzieci marudzą z tyłu, a ładowarka pokazuje „out of service”, nagle okazuje się, że lojalność wobec operatora kończy się szybciej, niż darmowy abonament na roaming:)
I właśnie dlatego, coraz częściej pojawia się pytanie, które jeszcze niedawno praktycznie nie istniało: czy użytkownicy EV są dziś lojalni wobec jednej sieci ładowania?
Odpowiedź jest dużo ciekawsza, niż może się wydawać
Bo rynek właśnie pokazuje, że lojalność w elektromobilności istnieje… ale pod bardzo konkretnymi warunkami.
Największy błąd wielu operatorów polegał na tym, że uwierzyli, iż użytkownik EV, będzie zachowywał się trochę jak fan Apple albo klient ulubionej kawiarni.
Że przywiąże się do marki.
Do aplikacji.
Do kolorów.
Do programu lojalnościowego.
Problem polega na tym, że samochód elektryczny nie jest Netflixem. A ładowanie baterii nie jest wyborem ulubionej pizzy czy kawy. Tu chodzi o coś dużo bardziej przyziemnego.
O czas, o przewidywalność i awaryjność sprzętu. A właściwie o jego bezawaryjność. Na tym nam zależy. Ma działać, najlepiej za pierwszym razem i bez zbędnych opóźnień.
I właśnie dlatego kierowcy EV, bardzo szybko zaczęli budować swoją własną hierarchię wartości.
Cena? Oczywiście ważna. Ale bardzo często… wcale nie najważniejsza
To może brzmieć absurdalnie dla osób spoza rynku, ale wielu użytkowników EV bez problemu dopłaci kilka albo nawet kilkanaście procent więcej, jeśli mają pewność, że:
- stacja będzie działać,
- ładowarka nie zawiesi sesji po 3 minutach,
- aplikacja nie wyloguje ich przy 2% baterii,
- a przy trasie znajdzie się toaleta i kawa.

Niestety zdarzało się, że ta stacja ładowania stała nieczynna z powodu awarii nawet trzy tygodnie… cóż, to zniechęca potencjalnego klienta. Czasem na bardzo długo. Na szczęście dziś stacje tego operatora nie są już tak awaryjne
I właśnie tutaj Tesla przez lata zbudowała swoją ogromną przewagę. Nie samą mocą ładowania. Przewidywalnością i tym że Superchargery zawsze działają. A jeśli nie – to masz odpowiednie info na ekranie swojego auta oraz w aplikacji Tesli, czyli w swoim telefonie.
Supercharger bardzo długo był dla użytkowników czymś więcej niż zwykłą ładowarką. Był spokojem psychicznym. Kierowca podjeżdżał, wpinał kabel i praktycznie nie myślał o całej reszcie.
Bez kart RFID.
Bez pięciu aplikacji.
Bez roamingowej ruletki.
I rynek to zauważył. Bez dwóch zdań! Badania użytkowników EV w Europie i USA regularnie pokazują, że niezawodność infrastruktury pozostaje jednym z najważniejszych powodów wyboru konkretnej sieci ładowania. Nie branding. Nie reklamy. Nie influencerzy z LinkedIna czy Youtuba, pokazujący zdjęcia nowych hubów.
Tylko zwykłe, brutalnie nudne „czy to będzie działało”. To dlatego Tesla tak długo budowała lojalność niemal organicznie. Ale jednocześnie dzieje się coś bardzo ciekawego. Ta lojalność zaczyna powoli pękać.
I nie dlatego, że użytkownicy nagle przestali lubić Teslę. Rynek po prostu dojrzewa. Rozrasta się i to dość szybko.
Jeszcze kilka lat temu kierowca EV planował podróż, trochę jak wyprawę kosmiczną. Dziś coraz częściej traktuje ładowanie jak tankowanie. Ma być szybkie, przewidywalne i możliwie bezproblemowe.
Reszta schodzi na drugi plan
Dlatego otwieranie sieci Supercharger, dla innych marek, było tak ważnym momentem dla całej branży. Nie tylko technologicznie. Mentalnie. Nagle okazało się, że użytkownik Kia EV6, BMW i4 albo Hyundaia IONIQ 5, może po prostu korzystać z infrastruktury Tesli, jeśli jest wygodniej.
I bardzo wielu kierowców błyskawicznie zaczęło to robić.
Bo użytkownik EV coraz rzadziej pyta:
„Którą sieć najbardziej lubię?”
Coraz częściej pyta:
„Która sieć najmniej mnie dziś zdenerwuje?”
Brutalne? Trochę tak. Ale właśnie tak wygląda dojrzewanie rynku
Zwłaszcza, że konkurencja robi się coraz bardziej agresywna. IONITY mocno poprawiło niezawodność oraz doświadczenie użytkownika. Fastned buduje całą swoją markę wokół jakości i prostoty. W Polsce operatorzy zaczynają coraz mocniej walczyć ceną, lokalizacją i roamingiem. Jak choćby nasza firma i jej ostatnia nowość – czyli umowa roamingowa z Ekoen, i to przy zachowaniu niskiej i takiej samej ceny.
I nagle okazuje się, że lojalność użytkownika EV jest dziś bardzo płynna. Jedna źle działająca stacja potrafi zepsuć opinię na miesiące. Jedna dobra lokalizacja przy autostradzie, potrafi zmienić nawyki tysięcy kierowców.
Bo elektromobilność ma jedną cechę, której branża długo nie chciała przyjąć do wiadomości. Użytkownicy EV są jednocześnie bardzo technologiczni… i bardzo bezlitośni.
Jeśli coś działa źle, internet dowie się o tym natychmiast.
I dokładnie dlatego operatorzy dziś już nie konkurują wyłącznie mocą ładowarek. Konkurują doświadczeniem.
Czasami mamy wręcz wrażenie, że branża za długo patrzyła na elektromobilność, jak na wyścig technologiczny, a za mało jak na zwykłą usługę dla ludzi.
Bo kierowca naprawdę nie chce studiować aplikacji, taryf i roamingu. On chce podjechać. Naładować auto. Pojechać dalej. Im mniej myśli o samej ładowarce, tym lepiej działa cały system. I być może właśnie tutaj kryje się największy paradoks rynku EV.
Najbardziej lojalne sieci ładowania to niekoniecznie te, które mają najwięcej reklam albo największe moce.
Tylko te, o których użytkownik praktycznie nie musi myśleć. Bo prawdziwa lojalność w elektromobilności nie rodzi się z marketingu.
Rodzi się z braku problemów…

E-on w Czechach nie dość, że przy samej autostradzie, czyli idealne miejsce, to jeszcze mega niezawodność przez lata, oraz duża moc stacji
A to, wbrew pozorom, jest dziś dużo trudniejsze, niż postawienie kolejnej ładowarki przy galerii handlowej. Dlaczego jeszcze kilka lat temu wyśmiewana za swoje wysokie ceny firma Apitronic, dziś świętuje swój sukces a jej stacje ładowania są najbardziej pożądanymi produktami w Europie a nawet na świecie?
Bo nie przejmowała się gadaniem, tylko stworzyła idealnie działający i bezawaryjny produkt. Miała cierpliwość żeby czekać aż na tej jakości poznają się zarówno ci, którzy budują swoje sieci ładowania, jak i ci, którzy używają stacji na co dzień, ładując swoje EV. Czy trwało to długo? Tak! Czy było warto? Zdecydowanie, bo dziś kolejka chętnych na ich stacje sięga nawet 24 miesięcy.
Dlatego tak ważne jest aby nie tylko zdobyć klienta, ale zatrzymać go przy sobie, jak najdłużej. A jeśli ten klient, naładuje auto u nas raz, drugi i piąty. Będzie zawsze zadowolony i nigdy nie odejdzie z kwitkiem, na przykład przez awarię stacji. To w długim okresie możemy być pewni, że zyskaliśmy lojalnego klienta. Choć z drugiej strony, jak napisaliśmy wyżej, o takich dziś coraz trudniej…
Chyba powoli stają się coraz bardziej praktyczni i przestają kierować się sentymentem… trochę szkoda:)

