Przed pierwszą dłuższą podróżą samochodem elektrycznym zrobiłem dokładnie to samo, co robi dziś większość nowych kierowców EV. Pobierałem kolejne aplikacje. Jedna do tej sieci. Druga do tamtej. Trzecia „na wszelki wypadek”. Do tego trzy karty RFID wrzucone do schowka i przekonanie, że tak po prostu wygląda elektromobilność.
Dzisiaj uśmiecham się na to wspomnienie
Nie dlatego, że coś zrobiłem źle. Po prostu rynek zdążył dojrzeć. A wraz z nim pojawiło się słowo, które dla jednych brzmi jak zbawienie, a dla innych jak kolejna marketingowa nowinka. Roaming.
Pytanie tylko, czy rzeczywiście ułatwia ono życie użytkownikom samochodów elektrycznych, czy jest jedynie wygodnym hasłem w folderach reklamowych operatorów?
Odpowiedź, jest prosta i jeyna słuszna… aczkowliek czasami kosztuje ona dosć słono za kWh:)
Gdybyśmy przenieśli się o kilkanaście lat wstecz i spojrzeli na telefony komórkowe, roaming kojarzył się głównie z zagranicznymi wyjazdami i wysokimi rachunkami. W świecie ładowania samochodów elektrycznych oznacza jednak coś zupełnie innego (choć czsami nie do końca, szczególnie na międzynarodowym podwórku).
Roaming to możliwość korzystania z infrastruktury różnych operatorów przy użyciu jednej aplikacji lub jednej karty RFID.
Brzmi banalnie, prosto o bardzo zachęcająco!
Wystarczy wyobrazić sobie podróż z Krakowa do włoskiej Apulii
Po drodze mijamy Polskę, Czechy, Austrię i Włochy. Każdy kraj ma swoich operatorów. Każdy własny system płatności. Każdy własną aplikację – nie jedną a raczej dzisiątki.
Gdyby nie roaming, taka podróż mogłaby przypominać kolekcjonowanie kart lojalnościowych.
A przecież nikt nie kupuje samochodu po to, żeby zastanawiać się, która aplikacja uruchomi konkretną ładowarkę.
Podczas naszych ostatnich wyjazdów po Europie przejechaliśmy kilka tysięcy kilometrów. I muszę przyznać, że coraz rzadziej zastanawiałem się, kto jest właścicielem konkretnej stacji.
Interesowało mnie coś zupełnie innego.
Czy działa.
Czy jest wolna.
I czy mogę rozpocząć ładowanie bez niepotrzebnych komplikacji.
To właśnie w takich momentach roaming pokazuje swoją największą wartość. Bo z punktu widzenia kierowcy idealny system to taki, którego… właściwie nie zauważa.
Podjeżdżasz.
Podłączasz przewód.
Autoryzujesz ładowanie.
I jedziesz dalej.
Dokładnie tak powinno wyglądać korzystanie z infrastruktury.
Problem polega na tym, że rzeczywistość nadal bywa bardziej skomplikowana
Roaming nie oznacza bowiem, że wszystkie stacje wszystkich operatorów są dostępne w każdej aplikacji.
Każdy operator sam decyduje, z kim podpisuje umowy roamingowe i na jakich zasadach. To właśnie dlatego ta sama ładowarka może być widoczna w jednej aplikacji, a w innej już nie.
Zdarza się również, że cena za kilowatogodzinę w roamingu jest wyższa niż przy korzystaniu z aplikacji operatora danej stacji.
I trudno się temu dziwić.
Pomiędzy użytkownikiem a właścicielem infrastruktury pojawia się jeszcze jeden podmiot rozliczający usługę.
Każdy chce zarobić.
To naturalny element biznesu.
Dlatego warto pamiętać, że największa wygoda nie zawsze oznacza najniższy koszt. Coć rqaz czy dwa w roku, kiedy jedziecie na wakacje, nie powinno to spędzać sni z powiek. Powiem tak… stawki za kWh, w niektórych aplikacjach potrafią to skuteznie zrobic!
Czy w takim razie roaming ma sens?
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Ale nie dlatego, że zawsze jest najtańszy. Dlatego, że daje poczucie bezpieczeństwa. I zdecydowanie poczucie wygody.
Wyobraźmy sobie sytuację
Jest późny wieczór.
Zostało nam 12% energii.
Do celu jeszcze ponad sto kilometrów.
Podjeżdżamy pod stację, której wcześniej nie planowaliśmy.
Gdyby okazało się, że trzeba zakładać nowe konto, potwierdzać adres e-mail, dodawać kartę płatniczą i czekać na aktywację…
Każda minuta zaczyna mieć znaczenie, szczególnie w środku nocy – jak to się mówi:).
Jeżeli natomiast wystarczy jedna aplikacja, z której korzystamy od dawna, problem praktycznie znika.
I właśnie za ten komfort użytkownicy są często gotowi zapłacić kilka groszy więcej za każdą kilowatogodzinę.
Coraz częściej mówi się również o Plug & Charge.
To rozwiązanie, które może być kolejnym krokiem w rozwoju elektromobilności.
Samochód identyfikuje się automatycznie po podłączeniu przewodu, a cały proces autoryzacji i płatności odbywa się w tle.
Bez kart.
Bez aplikacji.
Bez telefonu.
To rozwiązanie rozwijane zgodnie z międzynarodowym standardem ISO 15118 i wdrażane przez coraz większą liczbę producentów samochodów oraz operatorów stacji ładowania.
Czy oznacza koniec roamingu?
Wręcz przeciwnie.
Moim zdaniem oba rozwiązania będą się uzupełniać. Plug & Charge upraszcza sam proces rozpoczęcia ładowania.
Roaming sprawia natomiast, że z tej samej usługi można korzystać u wielu operatorów. Jedno bez drugiego nie rozwiązuje wszystkich problemów. Razem byłby to tandem idealny!
Patrząc na rozwój rynku w Europie, trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości.
Kilka lat temu operatorzy skupiali się przede wszystkim na budowie własnych sieci. Dzisiaj coraz większą rolę odgrywa współpraca. Ba… są sieci, które nie mają swojej apki a bazują typowo na roamingu. I działa to naprawdę ok.
Bo użytkownika nie interesuje, kto postawił słupek. Interesuje go, czy będzie mógł z niego skorzystać. To zupełnie naturalny etap dojrzewania rynku. Dokładnie taki sam, jaki wcześniej przeszły bankomaty czy terminale płatnicze.
Nikt nie zastanawia się dziś, czy może zapłacić kartą w sklepie należącym do innego banku.
Po prostu płaci.
Myślę, że elektromobilność zmierza dokładnie w tym samym kierunku.
Czy roaming jest idealny?
Jeszcze nie. Nadal zdarzają się różnice cenowe. Nie wszystkie sieci są ze sobą połączone. Nie wszystkie aplikacje oferują identyczny zakres usług. Ale kierunek zmian wydaje się oczywisty.
Im mniej aplikacji, kart i formalności, tym więcej osób uzna samochód elektryczny za równie prosty w użytkowaniu jak auto spalinowe.
I właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
Bo największym sukcesem elektromobilności nie będzie kolejna ładowarka o mocy 400 czy 500 kW.
Największym sukcesem będzie dzień, w którym kierowca przestanie zastanawiać się, z jakiej sieci korzysta.
Po prostu podłączy samochód.
Tak samo naturalnie, jak dziś płaci kartą za kawę na stacji benzynowej. Nawet nie ma pojęcia, kto obsługuje płatność, jak i dlaczego. To po prostu działa i już…

