Czy stacje ładowania zastąpią klasyczne stacje paliw? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Bo nie ma tu przejścia na inny model z dnia na dzień. To bardziej jak powolna ale nieunikniona ewolucja tego od dziesięcioleci znanego biznesu.
Nie każda rewolucja wygląda tak, jak sobie ją wyobrażamy
Przez ponad sto lat stacja paliw była jednym z najbardziej oczywistych elementów krajobrazu motoryzacyjnego.
Nie zastanawialiśmy się nad jej rolą. Po prostu była. Przy drogach krajowych, autostradach, w centrach miast i na obrzeżach. Wjeżdżaliśmy, tankowaliśmy przez kilka minut, kupowaliśmy kawę, czasem hot doga i ruszaliśmy dalej. Tak wyglądała codzienność milionów kierowców na całym świecie.
Dziś jednak ten obraz zaczyna się powoli zmieniać…
Nie dlatego, że stacje paliw nagle znikają. Nie dlatego, że samochody spalinowe z dnia na dzień przestaną istnieć. Powód jest znacznie ciekawszy.
Zmienia się samo pojęcie „tankowania”.
Jeszcze kilka lat temu ładowanie samochodu elektrycznego, kojarzyło się głównie z garażem albo pojedynczą publiczną ładowarką ustawioną gdzieś na parkingu centrum handlowego. Było czymś nowym, trochę egzotycznym i dla wielu kierowców mało praktycznym.
Dziś publiczne stacje ładowania, rosną jak grzyby po deszczu. Coraz częściej pojawiają się tam, gdzie do tej pory królowały dystrybutory benzyny i oleju napędowego.
Czy oznacza to, że za kilkanaście lat klasyczne stacje paliw całkowicie znikną?
Niekoniecznie. W końcu siła przyzwyczajenia to potężna rzecz. A my jako kierowcy, a przynajmniej większość z nas, jest przyzwyczajona, do stacji benzynowych od dziesięcioleci.
Ale równie trudno uwierzyć, że stacje pozostaną dokładnie takie same jak dziś.
Rewolucja nie polega na wymianie dystrybutora
Największym błędem w myśleniu o elektromobilności jest przekonanie, że wystarczy zamienić dystrybutor paliwa na szybką ładowarkę DC i właściwie nic więcej się nie zmieni.
Zmieni się.
I to niemal wszystko.
Tankowanie samochodu spalinowego trwa kilka minut. Ładowanie, nawet przy nowoczesnych ładowarkach o mocy 150, 250 czy 400 kW, wymaga więcej czasu. W wielu współczesnych samochodach uzupełnienie energii od około 10 do 80 procent zajmuje od dwudziestu do trzydziestu kilku minut. To ogromny postęp względem pierwszych generacji aut elektrycznych, ale nadal znacznie dłużej niż klasyczne tankowanie.
To z kolei całkowicie zmienia sposób projektowania miejsc postoju.
Kierowca nie przyjeżdża już tylko po energię. Przyjeżdża „po czas”. Ten czas trzeba zagospodarować.
Dlatego coraz częściej obserwujemy, że nowoczesne huby ładowania przypominają bardziej miejsca odpoczynku niż tradycyjne stacje paliw. Pojawia się dobra gastronomia, sklepy, strefy coworkingowe, place zabaw dla dzieci, czy wygodne miejsca do pracy. Ładowanie przestaje być przymusowym postojem. Zaczyna stawać się elementem całej podróży.
Europa już pokazuje kierunek
Najlepiej widać to w Europie.
Operatorzy tacy jak IONITY, Fastned, Allego czy Tesla od początku budowali swoje sieci z myślą o elektromobilności. Ich stacje często przypominają nowoczesne centra ładowania, a nie klasyczne stacje paliw. Jednak zaznaczmy, że cała infrastruktura nie należy do tych firm a najczęściej do firm zewnętrznych. Hamburger? Proszę bardzo… A może zakupy, kawa, rogalik? Takie sieci jak McDonald’s, KFC, Burger King, lub sieci tradycyjnych stacji benzynowych, bardzo często i bardzo chętnie współpracują z operatorami ładowarek. To dla nich idealne połączenie i wydaje się, że również początek transformacji o której tu piszemy.
Jednocześnie, jak podkreśliliśmy wyżej, tradycyjne koncerny paliwowe również nie stoją w miejscu.
Shell rozwija Shell Recharge. BP inwestuje w BP Pulse. Circle K, TotalEnergies, Orlen czy MOL sukcesywnie rozbudowują własną infrastrukturę ładowania. To bardzo ciekawa sytuacja.
Nie obserwujemy wojny między stacjami paliw a ładowarkami.
Obserwujemy ich stopniowe przenikanie. I bardzo dobrze. Teraz stacje muszą zapewnić usługi tanowania jak i usługi ładowania. Firmy, które przez dziesięciolecia sprzedawały paliwa płynne, coraz częściej stają się operatorami infrastruktury energetycznej.
I być może właśnie to jest największa zmiana.
Chiny pokazują skalę, której Europa dopiero się uczy
Jeżeli Europa uczy się nowego modelu, to Chiny już od kilku lat żyją w jego kolejnej wersji.
Tam infrastruktura ładowania rozwija się w tempie, które jeszcze dekadę temu wydawało się trudne do wyobrażenia. Publiczne stacje ładowania powstają przy centrach handlowych, osiedlach mieszkaniowych, parkingach biurowych i głównych trasach komunikacyjnych. Często są to ogromne huby z dziesiątkami szybkich stacji ładowania. I nie mówimy tu o dwudziestu stacjach, tylko często o osiemdziesięciu, czy dziewięćdziesięciu, a nawet więcej.
Co równie ważne, bardzo często takie miejsca są elementem większego systemu zarządzania energią.
Ładowarki współpracują z magazynami energii, instalacjami fotowoltaicznymi oraz inteligentnym zarządzaniem obciążeniem sieci. To pokazuje, że przyszłość ładowania nie kończy się na samym samochodzie. To znacznie większy ekosystem.
Dom nadal będzie najważniejszą „stacją paliw”

Paradoksalnie największym konkurentem publicznych stacji ładowania nie będzie inna sieć ładowarek.
Będzie nim… własny garaż.
To jedna z największych różnic pomiędzy samochodami spalinowymi i elektrycznymi.
Większość właścicieli aut elektrycznych, którzy mają możliwość ładowania w domu, robi to właśnie tam. Samochód uzupełnia energię nocą, gdy właściciel śpi. Rano bateria jest gotowa do drogi. To oznacza, że publiczna infrastruktura nie zastępuje domowego ładowania. Ona je uzupełnia.
Kiedy jedziesz na wakacje elektrykiem, najlepiej wynajmij dom. Nie apartament. Dom z gniazdkiem 230V. To w zupełności wystarczy aby poruszać się autem lokalnie i choć ładowanie będzie trwało wiele godzin, to auto w końcu osiągnie komfortowe 80 czy 90% SOC. A to pozwoli jeździć i zwiedzać lokalne atrakcje.
To właśnie dlatego przyszłość rynku nie będzie prostym kopiowaniem modelu znanego z paliw płynnych.
Stacja paliw przyszłości będzie bardziej centrum usług niż miejscem sprzedaży energii
Coraz częściej mówi się, że marże na sprzedaży paliwa od lat nie są największym źródłem dochodów klasycznych stacji.
Dużą rolę odgrywają gastronomia, sklepy, usługi dodatkowe czy programy lojalnościowe. Elektromobilność ten trend jeszcze wzmacnia. Jeżeli kierowca spędza na postoju dwadzieścia lub trzydzieści minut, to naturalnie rośnie znaczenie całego otoczenia.
Dobra kawa przestaje być dodatkiem. Staje się elementem biznesowego modelu. Podobnie restauracja, wygodne toalety, szybkie Wi-Fi, możliwość pracy z laptopem czy miejsce do odpoczynku.
Energia pozostaje ważna. Ale przestaje być jedynym produktem.
Czy klasyczne stacje paliw znikną?
To pytanie pojawia się bardzo często.
Naszym zdaniem odpowiedź brzmi: nie. Przynajmniej nie w przewidywalnej przyszłości.
Przez wiele lat samochody spalinowe, hybrydowe, elektryczne, a być może również pojazdy napędzane wodorem, będą funkcjonowały równolegle.
Oznacza to, że wiele stacji paliw stanie się po prostu… stacjami energii.
Obok dystrybutora benzyny pojawią się szybkie ładowarki DC. Obok LPG znajdziemy magazyn energii. Obok sklepu stanie kilka stanowisk HPC o mocach przekraczających 400 czy 500 kW.
Klient sam wybierze sposób uzupełnienia energii. Nie będzie już istotne, czy płynie ona z cysterny, czy z sieci elektroenergetycznej.
Największa zmiana wydarzy się w naszych głowach
Patrząc na rozwój elektromobilności, można odnieść wrażenie, że zbyt często skupiamy się na technologii.
Rozmawiamy o kilowatach, napięciu, bateriach, złączach CCS, standardach ładowania i czasie postoju. To wszystko ma znaczenie. Ale prawdziwa rewolucja dzieje się gdzie indziej, bo zmienia się sposób myślenia o samochodzie.
Przez ponad sto lat nauczyliśmy się, że energia dla auta znajduje się wyłącznie na stacji paliw.
Samochód elektryczny odwraca tę logikę.
Energia może czekać w domu. Na parkingu firmy. Przy hotelu. W galerii handlowej. Na parkingu restauracji. Na autostradzie. W praktyce wszędzie tam, gdzie samochód zatrzymuje się choćby na kilkanaście minut.
I być może właśnie dlatego pytanie, czy stacje ładowania zastąpią klasyczne stacje paliw, jest postawione nieco niewłaściwie. Bo przyszłość nie polega na zastąpieniu jednego drugim.
Polega na tym, że samo pojęcie stacji paliw zaczyna zmieniać swoje znaczenie. Za kilkanaście lat prawdopodobnie nadal będziemy zatrzymywać się przy drodze. Nadal kupimy kawę. Odpoczniemy przed dalszą podróżą.
Zmieni się tylko źródło energii, które napędzi nasz samochód.
A to, patrząc z perspektywy całej historii motoryzacji, może okazać się jedną z największych zmian ostatnich stu lat.

